Renia walczy z rakiem

rysowała

 

Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą" 

KRS OOOOO37904, 

cel szczegółowy: 33202 Zając Renata

Sprawdź nas:

A w Warszawie na Koziej...

10 marca 2026

- Ale pamiętaj, idąc ulicą Kozią MUSISZ co najmniej w trzech miejscach jej długości wydać z siebie wiadomy odgłos, bo inaczej ulica się zbuntuje i nie przejdziemy.

- Ty chyba Tolkiena się naczytałeś! – odburknęła Truj z oczami okrągłymi jak dwa spodki od filiżanki kawy i niedowierzaniem podlanym buntem godnym (prawie) szesnastolatki. – W życiu! Gandalf się mi trafił - mamrocze, zatrzymując się przed marchewką wymalowaną na początku ulicy. - Odnośnie marchewki też masz jakieś mądrości?

- Mam jedną, ale nie chciałabyś wiedzieć - odcinam się nafuczany.

No i wtedy stało się. Bum! Na wysokości Muzeum Karykatury gołębie zrzuciły z dachu kamienicy starą dachówkę. Ryknęliśmy równocześnie jak kozły, poprawiając przed Prokuraturą Krajową i Delegowanym Prokuratorem UE, ale ciszej - z szacunku... Bo przecież na ulicy Koziej... a godzinę wcześniej z wieży św. Anny gapiliśmy się na dachy, zastanawiając się, jak często turyści obrywają z góry gołębimi prezentami.

- Koniec, tamtędy już nigdy nie przejdę, nie będę się ośmieszać – oświadczyła z całą determinacją Najwspanialsza z Córek. - A w przesądy nie wierzę!

Pojechaliśmy medycznie, było też komicznie. Jak zawsze. "Z tobą normalnie być nie może" - poczytuję wytyk Trutki jako najwyższej rangi komplement. W związku z tym mam diabli plan, że za trzy lata pójdziemy na ulicę Piwną!

Wizyta w stolicy podyktowana została kontrolą okulistyczną, która wyszła pomyślnie. Pomiędzy wypisywaniem recept a dobieraniem szkieł, weryfikuję przy pomocy Renaty, o co jeszcze mieliśmy zapytać. Bah! Opieka! Potrzebuję systemowego usprawiedliwienia do pracy za dzisiejszy dzień! Na to półgłosem Truj szepcze:

- Może poproś do środy... Marzę o tym, żeby się wyspać.

Końskim targiem stanęło na tym, że jednak wtorek będzie pracowity, ale -wracając do domu - zjemy coś mało śmieciowego i pójdziemy szybciej spać. Tak przed północą, bo rano trzeba wstać...

- Może mama coś poradzi na ten wtorek… – kombinuje Truj, jednak z dość mizerną wiarą. – Albo przy następnej wizycie poskarżę się doktor Garus, że taka jestem zmęczona…

Kalendarz zapełnia się wpisami. Odhaczone już badanie u kardiologa oraz oko, przed nami TK, RTG, poradnie onkologiczna, neurochirurgiczna, endokrynologiczna, ginekologiczna i ortopedyczna. Gdzieś w międzyczasie Wielkanoc, Poliklinika Gemelli, potem rehabilitacja i wakacje. Do tych ostatnich wszystko okrasimy typowymi obowiązkami nastolatki wynikającymi z obowiązku szkolnego. A potem się wyśpimy.

 

Wróć do bloga