Renia walczy z rakiem

rysowała

 

Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą" 

KRS OOOOO37904, 

cel szczegółowy: 33202 Zając Renata

Sprawdź nas:

Niewidzialne rodzeństwo – cisza po latach

05 maja 2026

- Tata, a potem co będzie? No, co będzie jak już zda, bo na razie to zachowuje się jak przedszkolak. Warczy, fuczy, gryzie, przychodzi po aferze jakby nigdy nic, normalnie karuzela z emocji.

Śmieję się w ramię, bo Trutka obrazowo przedstawiła stan emocjonalny naszego tegorocznego maturzysty. Bez ciastka w jednej ręce i czegoś słonego w drugiej lepiej się nie zbliżać.

- Wiesz, to taki egzamin-przepustka, w świat, na studia, w dorosłe życie…, więc ma prawo być zestresowany.

- A ile jeszcze takich egzaminów będzie miał? – rzuca w eter Renata, a ja zastanawiam się, co chciała przez to powiedzieć, bo mam wrażenie, że najważniejszy egzamin życia młody już dawno zdał. Egzamin z życia prawdziwego, nie ten wymyślony i utrzymywany respiratorem CKU, tylko ten z bycia Człowiekiem. Tego nie uczą w szkołach. Albo uczą, ale nie na doświadczeniu. Ten egzamin zdaje się w sytuacjach skrajnych, kryzysowych, kiedy musisz się dostosować do pisanej przez los historii twojego świata.

 

Dzieci cienia, niewidzialne rodzeństwo, opisują słowa, które kiedyś przeczytałem na stronie Fundacja Gajusz: „Ala świetnie rysuje, a poza tym bezbłędnie obsługuje koncentrator tlenu, który pomaga oddychać jej starszemu bratu. Janek ma 12 lat, w styczniu wybrał trumnę dla swojej 3-letniej siostry. To dzieci cienia, bo cień na ich codzienność rzuca choroba siostry lub brata”. Bo rodzeństwo dziecka chorego na nowotwór często staje się „niewidzialne” – takie dzielne, samodzielne, bezproblemowe. W cieniu intensywnego leczenia siostry czy brata pakują walizki, gotują zapasy na dobę, uczą się biologii na poziomie medycznym i udają, że wszystko gra.

 

„Ciągle tutaj jestem” - szepcze w tle, ale nikt nie pyta, co czuje.

To rodzeństwo cierpi w ciszy. Przerażone lękiem swoim i rodziców o brata czy siostrę, osamotnione bez podwórka, szkoły, przyjaciół. Beztroska kończy się z pierwszą walizką pod łóżkiem. Rodzice pochłonięci terapią nie widzą, jak rodzeństwo buduje mur: „Jestem dzielny, nie przeszkadzam”. Albo widzą, ale i tak nie mogą za dużo z tym zrobić. Izolacja w razie kataru, oczy dookoła głowy, poczucie opuszczenia – to ich codzienność. Statystyki? W Polsce około 25 procent rodzeństwa dzieci leczonych onkologicznie rozwija PTSD, depresję czy lęki.

A po latach? To „dzielne” dziecko dorasta i pęka. Trauma wraca: nawroty wspomnień, problemy z relacjami, karierą, zaufaniem. Nagle samo dziecko cienia potrzebuje ciężkiego leczenia, terapii psychologicznej, czasem farmakologicznej. Rodzice, którzy kiedyś skupili się na chorym dziecku, muszą się zmierzyć z drugim kryzysem: „Dlaczego nie widzieliśmy?”, „Dlaczego nie udało nam się zażegnać tego kryzysu?”. „Ciągle tutaj jestem” nie kończy się z remisją, trwa przez pokolenia. Czas przestać ignorować ciszę dzielnych bohaterów.

 

Czas zacząć dostrzegać tych, którzy zdają matury, budują pierwsze nieśmiałe związki, mających w swoim życiu historie, których lepiej nie napisaliby King czy Masterton. Oni wiedzą, czym jest bliskość nieodwracalnego, paraliżujący strach, telefon, który przestał odpowiadać, książka telefoniczna, w której znajduje się pół medycznego światka … Matura jest ważna. Owszem. Ale nie najważniejsza.

 

A na zdjęciu rodzeństwo. Kocie.

 

Wróć do bloga