rysowała
Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
KRS OOOOO37904,
cel szczegółowy: 33202 Zając Renata
Sprawdź nas:
- Mamo – szepce przed snem Najmilsza z Córek – bo ja już nie wiem.
- Czego nie wiesz? Ja wielu rzeczy nie wiem – odpowiadam, jednocześnie próbując spacyfikować budzącego się we mnie Sokratesa. Filozofia to naprawdę nie po godzinach popołudniowych, tym bardziej późnowieczornych.
- Nie wiem, czy chcę jechać.
- A dlaczego?
- Bo mogłabym się wyspać, a będzie trzeba wstać z samego rana.
- Wiesz, że to ty musisz zdecydować – próbuję zmotywować Trutkę do samodzielnego rozważenia „za i przeciw wszelakich”.
- Z jednej strony jestem zmęczona a sobota to dzień, w którym nie muszę wstawać do szkoły – wylicza Renata. – Z drugiej wiem, że to moja nagroda i będą jeszcze kolejne soboty i niedziele do wyspania się. Na warsztatach plastycznych z prawdziwym artystą byłam tylko raz u Niki, ale tam będzie więcej osób i pewnie każą coś powiedzieć, a ja nie umiem. I co, jeśli rysunek mi nie wyjdzie? Ale w Piwnicy pod Baranami nie byłam nigdy i wyjazd do Krakowa w końcu nie jest prokocimski… Chyba jednak wstanę.
Tak oto Najskrupulatniejsza z Analityczek dotarła do decyzyjnego celu i w asyście Najwspanialszej Mamusi, Najtroskliwszego Tatusia, Najdzielniejszego Braciszka i Najpiękniejszej jego Połowicy wybrała się w ubiegłą sobotę do siedziby Krakusów, Lajkoników oraz Smoków na rozdanie nagród konkursu „Poetyckie Jaskółki”. Dumni i bladzi byliśmy świadkami talentu plastycznego laureatów podczas warsztatów prowadzonych przez Adam Kwaśny, a następnie zasiedliśmy w legendarnej piwnicy, by wysłuchać koncertu przygotowanego przez młodych solistów oraz by poznać twórczość poetycką zwycięzców „Poetyckich Jaskółek”. Pełni oszołomienia wróciliśmy do domu, by…
- Naprawdę trzeba już wstawać? Weekend powinien być dłuższy – jęczy Truj, wyciągając dolne kończyny spod cieplutkiej kołdry.
- Trzeba – odpowiadam zgodnie z bolesną prawdą w chwili, gdy zegar wskazuje 6:03.
- I naprawdę musimy jechać jutro do Prokocimia?
- Ano musimy – dodaję, po czym rozpoczynamy rutynowy „dziki pęd”, żeby ze wszystkim zdążyć.
Pozostaje czekać na sobotę.