rysowała
Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
KRS OOOOO37904,
cel szczegółowy: 33202 Zając Renata
Sprawdź nas:
- Tato, mamie zepsuła się waga – oznajmia Trutka, a ja milknę.
Milknę przepisowo, bo o wadze kobiet w tym domu się nie dyskutuje. Wcale. Nigdy. No chyba że ktoś chce zginąć śmiercią tragiczną.
- Tato, słyszysz, jak do ciebie mówię? Waga. Ta, której mama używa, gdy robi ciasto. – uzupełnia Najlepsza z Córek a mnie kamień spada z serca, bo widzę szanse na przeżycie.
„Plum” – gdzieś z oddali dobiega mnie dźwięk przychodzącej wiadomości. Sprawdzam telefon a tam ropucha. To znaczy nie ropucha zamiast telefonu i nie ropucha w lub na telefonie, ale zdjęcie ropuchy w trawie. Pod spodem wiadomość od Najukochańszej z Żon:
„Mamy nową lokatorkę. Szłam na zakupy, gdy zobaczyłam, że Fama niezdrowo interesuje się naszą juką. Podeszłam a tam ropucha. Wyniosłam ją nad oczko. Mam nadzieję, że właśnie tam szła.”
Nie minęła godzina i znowu słyszę „Plum”. Sprawdzam (każde z "Plum" – na wypadek, gdyby było ważne, szybko należy odczytywać. To było od Najlepszej z Żon, więc zyskało status priorytetowy) – druga wiadomość:
„Ropucha chyba jednak nie szła nad oczko, tylko w drugą stronę. Gdy wracałam z zakupów, spotkałam ją kroczącą przez trawnik w kierunku juki. Biedna, musiała zrobić więcej kroków.”
Zakupy odbywały się w sklepie warzywnym. Nic wielkiego: papryka, pomidory, kapusta. Na obiad zupa pieczarkowa (ugotowana w ilości na kilka dni). Widać zarządzenie Najwspanialszej z Córek, że po powrocie z Rzymu ma być zupa, nadal obowiązuje.
I na co komu waga?
Kuchenna.