rysowała
Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
KRS OOOOO37904,
cel szczegółowy: 33202 Zając Renata
Sprawdź nas:
- Renata, jutro zwolnię cię z plastyki – oznajmia rzeczowo Najlepszy z Ojców.
- A dlaczego właśnie z plastyki, a nie z biznesu albo historii?
- Bo plastyka jest na końcu – pada jakże logiczna odpowiedź.
- Ale plastyka jest fajna – próbuje pertraktować Trutka.
- Ale jedziemy do Warszawy.
- Po co?
- Do pracowni gorseciarskiej, do pana Wojtka.
- To ja idę na plastykę i nigdzie nie jadę.
Tu zaczyna rozpalać się zarzewie buntu Najukochańszej z Córek. Siada na fotelu i udaje, że grzebie za czymś w telefonie. Za czymś baaardzo ważnym, rzecz jasna, i niecierpiącym zwłoki.
- Plastyka jest ważna. Wspiera naukę. Ręka mi wtedy pracuje. Mama sama mówiła…
No tak. Dzieci bywają szalenie inteligentne. Kiedy trzeba znaleźć solidne argumenty na swoją korzyść, potrafią wyciągnąć z dna hipokampów lub innych zakamarków pamięci wszelkie dowody naukowe, pseudonaukowe, oparte na autorytetach, a jak to nie pomoże - sięgają po emocje. Tu już prawie pojawiają się krokodyle łzy, wyraz oburzenia, że „jak to tak szkodzić motoryce małej i rozwojowi mózgu”.
- Potem może jakiś Mikołaj się zjawi albo ktoś, coś… - próbuje kusić Najlepszy Tatuś.
- U nas przychodzi na święta – nie chce ustąpić Trutka, jednak głos trochę jej mięknie. – W ostateczności możemy to przedyskutować.
- Toż to właśnie robimy! – rzuca Pogromca Argumentów Wszelkich i dodaje (trochę ściszonym głosem) – Jutro będę po ciebie o 10:30.
Koniec końców w piątkowe popołudnie trafiamy do pracowni, gdzie słyszymy, że wszystko jest w najlepszym porządku i następna kontrola na wiosnę. Nie ma jednak nic za darmo, bo Najwspanialsza z Córek życzy sobie pizzę „tam, gdzie było grissini”, czyli na drugim końcu Warszawy. Drogi plączą się i zmieniają, zjazdy przeplatają, korki – jak to korki – trwają w bezruchu, ale w końcu zasiadamy do obiadu. No może do kolacji. A że negocjacje były prowadzone przez zawodowca, więc na drugi dzień musi być też akcja mikołajkowa.
Kto widział Pałac Kultury i Nauki oświetlony na zielono, ten wie, że w stolicy tej nocy grasowały czarownice. Dzięki zaangażowaniu Fundacja Pomocy Dzieciom z Chorobą Nowotworową i życzliwości Teatr Muzyczny ROMA udało się nam obejrzeć spektakl „Wicked”.
Najgrzeczniejsze z Dzieci siedziały wciśnięte w fotele i przez trzy godziny (z pominięciem kilkuminutowej przerwy) ani drgnęły. Jednak spektakl na żywo to… spektakl na żywo. A gdy dodamy do tego zieloną czarownicę na wyciągnięcie ręki, to już jest odjazd!
A samo przedstawienie? Porywa, zmusza do refleksji, wzrusza, śmieszy… Zielona skóra Elfaby to metafora każdej „inności” – blizn po chemioterapii, wózka inwalidzkiego, autyzmu czy porażenia. Śmiech, plotki, milczenie, wykluczenie z grupy… - brzmi znajomo? Tak wygląda bullying dzieci z rakiem i niepełnosprawnościami. W świecie Oz Czarodziej kreuje „złą czarownicę”, jako kozła ofiarnego rzucając zielonoskórą Elfabę. A w społeczeństwie? „On jest dziwny”, „Ona ciągle chora”, „On nie rozumie takich prostych rzeczy”... Elfaba pyta: kto decyduje o „normalności”, a my ze swojej strony pytamy: kto ochroni nasze chore dzieci przed ostracyzmem?
- W sumie to za rok też możemy pojechać szukać Mikołaja w teatrze – głośno duma Trutka. – Tylko co z listem, który napisałam? Dużo sobie nie życzyłam… No i byłam grzeczna… Jak zawsze zresztą.
Nie wiem, dlaczego, ale w grudniu zdolności rachowania i analizowania u Najmądrzejszej z Córek gwałtownie wzrastają. Zadziwiający zbieg okoliczności, że w tym samym miesiącu grzeczne dzieci odwiedza Mikołaj…
Dziękujemy Wam, drodzy Czytelnicy za każdy gest sympatii i wsparcia – Wasza bliskość daje siłę! A wszystkim Elfabom życzymy, by zielona skóra stawała się symbolem odwagi, siły i mocy. Popatrzcie na dzieciaki i młodzież borykające się z niepełnosprawnościami, jak na osoby, które maja takie same potrzeby jak każdy z nas: akceptacji, wyjątkowości i bezpieczeństwa.